Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nasz Patron

Władysław Broniewski - Patron Liceum Ogólnokształcącego nr III
w Ostrowcu Świętokrzyskim

Władysław Broniewski przyszedł na świat jako najmłodsze, trzecie dziecko Zofii z Lubowidzkich i Antoniego Broniewskiego. A stało się to 17 grudnia 1897 roku w Płocku. Miał dwie siostry: Zofię i Janinę. Cała rodzina mieszkała w pięknie położonym domu. Za domem, w ogrodzie na skarpie rósł potężny wielowiekowy dąb. Władysław lubił pod nim siadać i patrzeć na panoramę miasta i przepływającą dołem Wisłę.
Antoni Broniewski był bankierem. Pracował na stanowisku kasjera. Niestety, zmarł wcześnie, kiedy jego syn miał zaledwie pięć lat. Opiekę nad rodziną przejął dziadek ze strony matki, Antoni Lubowidzki, który pracował jako notariusz płockiego sądu. Nie na długo jednak, trzy lata po śmierci ojca Władysław stracił też dziadka.
Od tej pory rodzina utrzymywała się z dochodów matki i babki - Jadwigi Lubowidzkiej. Matka Władysława założyła stancję dla uczennic, a babka uczyła gry na fortepianie. Władysław wychowywał się w domu bez ojca, za to pod opieką czterech starszych kobiet. Być może to dzięki nim stał się bardzo wrażliwym mężczyzną. Nauczył się kochać poezję i muzykę. Nie brakło mu też "męskich" historii rodzinnych. W rodzinie Władysława pielęgnowano nadal niepodległościową tradycję. Babka opowiadała mu historie powstańcze, w których uczestniczyli jego przodkowie. Tak poznał dziadka Bonifacego, który walczył w powstaniu listopadowym. Usłyszał też o braciach babki, Walerianie i Romualdzie Lubowickich, którzy polegli chwalebną śmiercią w powstaniu styczniowym, a także o innych przodkach, którzy ginęli w walce, więzieniach i na zesłaniu. Babka pielęgnowała pamięć o nich, przekazując kolejnym pokoleniom historię ich losów. Miała też fotografie braci i męża, powieszone w swoim pokoju. Uczucia patriotyczne były przekazywane też poprzez sztukę, babka często grywała patriotyczne pieśni, czytywała młodemu Broniewskiemu polską poezję. Także szkoła, do której uczęszczał, była nastawiona na patriotyczne wychowanie. Gimnazjum Polskie w Płocku miało długie tradycje i utalentowanych pedagogów. Władysław Broniewski nie był zbyt dobrym uczniem. Zdolności mu nie brakowało, ale pilności owszem. Zamiast poświęcać się szkolnej nauce wolał organizować własne zajęcia. Interesował się literaturą, choć na ogół nie były to obowiązkowe lektury. Szczególnie podobały mu się dzieła wielkich romantyków, zachwycał się Żeromski i Wyspiańskim. Pociągała go także muzyka, grał na fortepianie, najchętniej Chopina, dobrze śpiewał. Działał też w organizacjach niepodległościowych. W gimnazjum należał do grona założycieli półtajnej drużyny skautów, stowarzyszenia o charakterze narodowym. Jak większość jego kolegów, lubił sport i wycieczki. Należał też do tajnej sekcji "Strzelca" (od 1912 r.), tam posługiwał się pseudonimem "Orlik".
Jednocześnie pociągała go twórczość literacka. Zaczynał pisać wiersze, był również głównym redaktorem gimnazjalnego pisma "Młodzi idą". Czasopismo to było przepisywane ręcznie, a potem powielane na hektografie. Wtedy właśnie Broniewski opublikował swoje pierwsze próby poetyckie. Wśród nich znalazł się i taki:

"Nam dzisiaj dość kajdan i głuchych ich brzęków, 
dość westchnień bezczynnych, dość cierpień i jęków, 
my silni i ciałem, i duchem. 
Już zbliża się chwila, wolności zaranie, 
gdy Polska zbudzona do boju powstanie-
nie do nas, kto w Polskę nie wierzy..."

Kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa, Broniewski, jak wielu młodych Polaków, chciał walczyć. Kiedy ukończył 17 lat, w 1915 roku przyjęto go w szeregi Legionów Piłsudskiego. Jednak decyzja włączania uczniów gimnazjalnych do armii budziła wiele sprzeciwów. Światopogląd Broniewskiego ciążył ku ideom socjalistycznym, w 1918 roku, śpiewając "Na barykady", maszerował z innymi w pochodzie do kwatery Piłsudskiego. Dla Broniewskiego liczyła się niezależność, osobista wolność oraz pragmatyzm i czyn. Te wartości uczyniły zeń socjalistę. Poeta okazał się bardzo walecznym żołnierzem i był odznaczany za zasługi na polu walki (Srebrny Krzyż Orderu Wojennego Virtuti Militari, Krzyż Walecznych - czterokrotnie). Czyn - który później tak opiewał w swojej poezji, nie był czczym postulatem. Broniewski był człowiekiem bardzo aktywnym w wielu dziedzinach, także w walkach pierwszej wojny. Jako siedemnastolatek odbył kilkutygodniowe przeszkolenie, a potem brał udział w licznych bitwach. Jedną z pierwszych była bitwa pod Jastkowem koło Lublina. Walczył w 4 pułku legionów i przebył wraz z nim cały szlak bojowy. Później internowano go za udział w kryzysie przysięgowym i przetrzymywano w Szczypiornie. Po zwolnieniu z obozu eksternistycznie zdał maturę i rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim. W tym samym czasie powrócił do konspiracji i prowadził działalność w ramach POW. W chwili odzyskania niepodległości był zastępcą komendanta POW-u w śródmieściu.
Powojenny porządek nowego państwa rozczarował poetę. Chaos w polityce powodował radykalizację jego poglądów. Poparcie dla sanacji słabło, żołnierz legionów i zwolennik Piłsudskiego zaczął powątpiewać w słuszność reform tego obozu. Jego poglądy były coraz bliższe rewolucyjnej lewicy, szczególnie po zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza w 1922 roku.
W okresie międzywojennym Broniewski poświecił się pracy pisarskiej; był poetą i publicystą. Pracował jako sekretarz w redakcji "Wiadomości Literackich" i "Nowej Kultury". Wtedy też nastąpił oficjalny debiut poety. W 1925 roku ukazał się tomik poetycki , zatytułowany "Wiatraki" oraz "Trzy salwy", będące wspólnym dziełem Wł. Broniewskiego, Stanisława Ryszarda Stande oraz Witolda Wandurskiego. Potem wydawał kolejne, już samodzielne, tomiki: "Dymy nad miastem" (1927), "Komuna Paryska" (1929 r.), "Troska i pieśń" (1932 r.). Ostatnim zbiorem poety, jaki ukazał się przed druga wojną, był "Krzyk ostateczny", wydany w 1938 roku.
W 1939 roku, jeszcze we wrześniu Broniewski wrócił do czynnej służby. Zgłosił się na ochotnika, pokonując trasę z Warszawy przez Lublin i Lwów do Tarnopola na rowerze. Przydzielono go Ośrodka Zapasowego 28 Dywizji Piechoty w Zbarażu. Zanim jednak doszło do walki z Niemcami, 17 września wyłonił się nowy wróg. Armia Czerwona przekroczyła granice Polski na wschodzie. Chaos w ochotniczych oddziałach polskiego wojska stał się jeszcze większy. Obawiano się szczególnie masowych mordów jeńców, ponieważ Rosjanie nie podpisali traktatów o honorowym traktowaniu jeńców wojennych. W tej sytuacji Naczelny Wódz Armii Polskiej wydał rozkaz niestawiania oporu, przekraczającym granicę polską wojskom sowieckim.
W tym czasie Niemcy, stosując taktykę wojny błyskawicznej, przedarli się już przez linię frontu i odcięli dostawy zaopatrzeniowe dla polskich żołnierzy. Chaos pogłębiało przede wszystkim zerwanie łączności z dowodzącymi sztabami. Ludność cywilna blokowała większość dróg, komunikacja była niemal niemożliwa. Do tego sowiecka propaganda o "słowiańskiej pomocy" i wkroczeniu armii rosyjskiej w celu wyparcia Niemców rodziła konsternację cywilów.
Broniewski przebywał we Lwowie, kiedy we wrześniu 1939 r. rosyjskie oddziały wkraczały do miasta. Był to cios dla Polaka i poety. Ceniący sobie niezależność twórczą, podlegał teraz cenzurze. W grudniu do Lwowa na prośbę Broniewskiego przybyła wraz z córką Majką Maria Zarębińska (1904 - 1947), z którą poeta żył w nieformalnym związku od 1938 roku. Przyjazd umożliwiła im Wanda Wasilewska. W latach wojny ukazały się dwa zbiory poetyckie Broniewskiego: "Bagnet na broń" (1943 r. ) i "Drzewo rozpaczające", które wydano najpierw na wychodźstwie, a później rozprowadzano na ziemiach polskich.
W czasie okupacji władze rosyjskie szukały wśród artystów, szczególnie tych cieszących się popularnością i autorytetem, poparcia własnej polityki. Część z nich uległa przekonaniu, że wybuch wojny niemiecko-radzieckiej jest nieuchronny i bliski. Stąd też wiele przykładów współpracy poetów i publicystów z okupantem. Jednym z nich jest "Czerwony Sztandar", polskojęzyczne pismo propagandowe. Związek pisarzy o nazwie Komitet Organizacyjny zrzeszał takich twórców, jak m.in.: Julian Przyboś, Paweł Hertz, Stanisław Wasylewski, Jerzy Putrament, Julian Stryjowski, Tadeusz Boy-Żeleński, Tadeusz Peiper, Jan Kott, Adolf Rudnicki, Adam Ważyk czy Jalu Kurek. Aleksander Watt określił to tak: "cała masa tego typu ludzi kręciła się koło związku. Uciekinierzy nie mieli z czego żyć, chcieli się ogrzać u tego ogniska". Znamienne było również podpisanie przez pisarzy polskich (m.in. Wł. Broniewskiego, a także T. Boya-Żeleńskiego, A. Ważyka, A. Watta, S.J. Leca, B. Pasternaka) deklaracji: "Pisarze polscy witają zjednoczenie Ukrainy". Już samo określenie aneksji Ukrainy Zachodniej do Ukrainy Radzieckiej, zakrawało na ironię.
Broniewski jako zwolennik rządów lewicowych sądził, że pod sowiecką okupacją będzie mógł bez przeszkód uprawiać działalność twórczą i publikować swoje utwory także w Rosji. Zaproponował nawet Markowi Żywotowi przełożenie jego tomiku "Krzyk ostateczny" na język rosyjski. Jednak, wbrew oczekiwaniom twórcy, zbiór ten nie został w Rosji wydany. Władze radzieckie nie były przychylnie nastawione do twórczości Broniewskiego, okazała się ona zbyt patriotyczna i zbyt rewolucyjna, jak na wymagania sowieckiego systemu. Broniewski nie związał się nigdy z działalnością "Czerwonego Sztandaru", mimo to na jego łamach ukazywały się wiersze poety, co miało sugerować jego związek z polityką radziecką. Broniewski był lewicowcem, a jednocześnie patriotą, pragnął, wykorzystując do tego organy prasowe, poruszać "sprawę polską". Zgłosił do druku wiersz pt. "Żołnierz polski", jednak cenzura nie dopuściła do jego opublikowania. W tym czasie treści, godzące w dobre stosunki radziecko-niemieckie były niedopuszczalne, publikowano tylko jednoznaczną propagandę prorosyjską. Utwory takie pisali m.in. J. Szenwald, S.J. Lec, B. Pasternak, albo Elżbieta Szemplińska, która w 1939 roku opublikowała wiersz następującej treści:

"Jak więc teraz mamy płakać po Warszawie?
Jak żałować kawiarń, kościołów, zamku
kiedy dla nas
tamta Polska
to polska burżujów i drani,
oficerów, obszarników, policjantów;
kiedy dla nas Warszawa
to stolica krzywdy,
stolica terroru,
stolica bezprawia".

24 stycznia 1940 roku Władysław Broniewski oraz Aleksander Watt zostali aresztowani przez władze rosyjskie. Pretekstem była rzekoma pijacka awantura w jednej z lwowskich restauracji "Ognisko Inteligencji". Później Wanda Wasilewska pisała: "Jeżeli chodzi o Władysława Broniewskiego, to o niego przed tym (aresztowaniem) bardzo się niepokoili jego przyjaciele, niepokoili się i radzieccy towarzysze ze względu na jego strukturę psychiczną, ze względu na jego stosunek do alkoholu, ze względu na nieodpowiedzialność pewnych jego wypowiedzi, których my nie braliśmy poważnie, ale jeśli ktoś je chciał brać poważnie, dosłownie, mogłoby to pociągnąć za sobą nieprzyjemne konsekwencje."
Aresztowanie było rodzajem prowokacji. Zostało zaplanowane przez władze sowieckie w celu usunięcia niewygodnego ideowca. Samo zdarzenie opisywali później jego świadkowie, a ich wspomnienia są zgodne, można wiec mieć pewność, że było ono spowodowane niekoniecznie odpowiedzialną awanturą. W kawiarni odbywało się przyjęcie zorganizowane przez jednego z przyjaciół Broniewskiego, Władysława Daszewskiego. Wśród zaproszonych, oprócz Władysława Broniewskiego i Marii Zarębińskiej, znaleźli się również Aleksander i Ola Wattowie. Był tam również pewien Rosjanin, podający się za historyka sztuki, zamieszany w całą prowokację. Aleksander Watt, który również został wówczas aresztowany, wspominał zdarzenie tak:
"...(przybysz) siada u końca stołu, ma za sobą drzwi zasłonięte kotarą, z jednej strony siedzi ta aktorka, a po drugiej jego stronie siedzi Skuza, parę miejsc dalej Broniewski, a ja z drugiego tam końca, naprzeciwko. Gwar szalony, nic nie słyszę. W pewnej chwili jest jakaś pierepałka, niedobra rozmowa między tym sowietem a Władkiem Broniewskim, widzę, że Broniewski zaciska zęby i mówi przez zęby. Już się zaczyna niedobra rozmowa między nimi, tak na krzyż. I widzę, że Skuza nachyla się do tej aktorki, coś jej mówi, a miedzy nim a aktorką jest ten sowiet. I wtedy sowiet daje Skuzie w mordę, ściąga obrus, wszystko leci ze stołu, butelki, szklanki, talerze.[...] To był prawdopodobnie sygnał, bo w tej chwili wylatuje zza kotar dwóch atletycznych, kusych w granatowo-ciemnych ubraniach, gęby kwadratowe. Nie wpadają szybko, tylko tanecznie i trach na prawo, trach na lewo, biją.[...] Po chwili milicja wkroczyła na salę, nikogo nie wypuszczają."
Cała sprawa poróżniła środowisko polskich artystów. Doszło wówczas do wielu nieporozumień. Jednym z nich była inicjatywa Jerzego Putramenta, który zwrócił się do A. Ważyka, Szemplińskiej i Piacha, by napisali deklarację, w której odcięliby się od aresztowanych i potępili ich zachowanie. Po raz kolejny zadziałała W. Wasilewska, nie dopuszczając do zrealizowania pomysłu. Mimo to, do akt sprawy włączono nieprawdziwe zeznania, obciążające Broniewskiego, złożone przez Borejszę, Putramenta, Piacha i Pareckiego.
Dawny przyjaciel Broniewskiego (znali się od 1923 r.), Witold Kolski, już trzeciego dnia po aresztowaniu opublikował w "Czerwonym Sztandarze" artykuł "Zgnieść gadzinę nacjonalistyczną". Potępiał w nim postawę Broniewskiego, jego nacjonalizm i rzekome zdeprawowanie, tym samym uznając uwiezienie polskich poetów za akt pełnoprawny i słuszny. Kolski pisał:
"Oto w nocy na 24 stycznia we Lwowie, w restauracji zwanej "Ognisko inteligencji" grupa zdeprawowanych osobników urządziła pijatykę i pijacką burdę.[...] Jest rzeczą oczywistą, że deprawacja moralna i orgie pijackie stwarzają grunt, na którym żerują agentury kontrrewolucyjne."
Takie potępienie lewicowego autora wywołało oburzenie w kręgach rewolucyjnych. Artykuł skomentował też Watt, pisząc później o jego autorze: "...człowiek idealnej dobroci, szlachetny, ze wszystkimi szlachetnymi motywacjami, jakie tylko istnieją. Najbardziej bohaterski z więźniów Berezy, jeden z kilku, którzy nigdy nie podpisali żadnych deklaracji.[...] Szlachetny komunista, który uwielbiał Władzia Broniewskiego jako poetę i jako człowieka i mnie bardzo lubił.[...] I właśnie, że szlachetny, że dobry, że miał taką świetną renomę, właśnie dlatego musiał podpisać ten artykuł enkawudowski."
Co o tym myślał sam Witold Kolski, można się tylko domyślać, faktem jest natomiast to, ze po owej niefortunnej publikacji, nie wydawał i nie drukował niczego przez pół roku. Broniewski przeszedł ciężkie chwile. Po zatrzymaniu wraz z innymi został przewieziony do cieszącego się złą sławą lwowskiego więzienia na Zamarstynowie. Więźniowie byli tam przetrzymywani w bardzo ciężkich warunkach: (cela , w której osadzono Watta miała powierzchnię 11,5 m2, a przetrzymywano w niej 28 więźniów) brak sienników, głodowe racje żywnościowe, nieregularne spacery czy możliwość kąpieli raz w miesiącu. Ponadto w czasie przesłuchań znęcano się nad więźniami psychicznie i fizycznie. Szczególnie zabolały Broniewskiego zeznania złożone przez rzekomych przyjaciół: Borejszę, Putramenta, Piacha i Pareckiego.
Razem z Wattem próbowali kontaktować się za pomocą alfabetu więziennego, kiedy ich na tym przyłapano, wtrącono ich do karceru. Ze wspomnień Watta można poznać zachowanie Broniewskiego z tamtego okresu: "[...] Władzio był niesłychanie dzielny, z ogromną siłą, jakieś orlątko. I nie tylko w tym szczerze go podziwiałem. Ja chodziłem inteligenckim krokiem, biegałem w kółko po tej celi. A on - zazdrościłem mu tego - chodził żołnierskim krokiem, wybijał takt i śpiewał wszystkie legionowe pieśni. Cały czas śpiewał, pięć dób śpiewał. Więc ja się przy nim czułem jak nędzny wymoczek. Dał mi po prostu pokaz, jak można zachować godność, ludzką siłę i bojowość. [...] Nie widziałem godniejszej postawy niż ta, którą miał wtedy Broniewski."
Po czterech miesiącach, w maju 1940 r., został przetransportowany do więzienia NKWD na Łubiance, gdzie spędził trzynaście miesięcy. Po wybuchu wojny niemiecko-rosyjskiej wywieziono go do Saratowa a następnie do Ałma-Aty, gdzie 7 sierpnia 1941 r. został wypuszczony.
Sam Broniewski nie pisał i nie chciał mówić o latach spędzonych w radzieckim wiezieniu. Nie chciał sławy męczennika za sprawę. W wiezieniu stworzył też kilka wierszy. Musiał jednak nosić je w pamięci, ponieważ nie miał tam żadnej możliwości zapisania czegokolwiek. Po wojnie powstały takie zbiory jak: "Nadzieja" ( 1951 r.) i cykl liryczny "Anka" (1956 r.) oraz poematy: "Słowo o Stalinie" (1949 r.), "Mazowsze" (1951 r.), "Wisła" (1953 r.). Broniewski był też tłumaczem, dokonywał przekładów poetyckich (m.in. Wł. Majakowskiego, B. Brechta) i prozatorskich ( F. Dostojewskiego, M. Szołochowa, "Drogę przez mękę" L. Tołstoja, "Martwe dusze" Gogola). W 1984 opublikowano, pozostawiony przez niego "Pamiętnik", pisany w latach 1918-22 (opublikowany 1984).
Po wyjściu z wiezienia zatrzymał się w Kujbyszewie. Przez pewien czas pisał też dla pisma "Polska". Niedługo znów wrócił na front, wstępując do formującej się właśnie armii gen. Andersa. Z tymi oddziałami trafił na Bliski Wschód i do zakończenia działań wojennych pozostawał w Jerozolimie. Do Polski wrócił w 1946 roku, resztę życia poświęcił działalności pisarskiej. Zmarł w 1962 roku w Warszawie.

CECHY TWÓRCZOŚCI
Twórczość Broniewskiego ocenia się różnie, niestety, na ogół przez pryzmat poglądów politycznych oceniającego. A szkoda, ponieważ jest to twórczość o dużej wartości estetycznej, ważna dla całości dorobku poezji polskiej. Często upraszczano rozwój tej twórczości do hasłowego ujęcia: "od romantyzmu do poezji proletariackiej" (A. Sandauer). Poezja Broniewskiego niewątpliwie jest ideowa. Poeta zawarł w niej swoją lewicową postawę. Jednocześnie jest to twórczość dotycząca spraw psychiki ludzkiej - samotności, cierpienia, poczucia sprawiedliwości" Wśród wielu etykietek przypinanych Broniewskiemu jest i ta : "poeta czynu". Jest w tym stwierdzeniu wiele słuszności, tak poezja, jak i życie autora poświadczają jego pragmatyczne i aktywne podejęcie. Żołnierz walczący w obu wojnach światowych to autor wierszy wyjątkowo żywiołowych. 
Wychowany na literaturze romantycznej nieustannie do niej nawiązywał, echa Mickiewicza, Słowackiego, Puszkina są tu stale obecne. Najwyraźniej słychać je w wierszach powstałych okresie drugiej wojny ("Żołnierz polski", "Ballady i romanse", "Grób Tamerlana", "Zamieć", "List z wiezienia", "Via Dolorosa" i inne). Broniewski próbował przenieść doświadczenia romantyczne na grunt poezji współczesnej. Stad też wyraźny ton osobisty w jego liryce.
Jednocześnie jest Broniewski poetą proletariatu. Pisze gwałtownie i dosadnie, zwraca się bezpośrednio do zborowego odbiorcy, niosąc mu treści rewolucyjne: "Rżnij karabinem w bruk ulicy". Nie był jednak nigdy działaczem i choć pod koniec życia był piewcą odbudowy kraju w duchu socjalizmu, nie należał nigdy do partii. Jednak w końcu porzucił i tę formułę, rozczarowany rzeczywistością powojenną stał się piewca pięknej ziemi mazowieckiej.
Twórcza postawa Broniewskiego nie jest jednorodna i zdradza wyraźne przemiany: od legionisty do rewolucjonisty, od piewcy Stalina do autora wierszy antystalinowskich. Jednocześnie łączy lirykę osobistą, egzystencjalną z agitacyjnymi wystąpieniami zdecydowanego rewolucjonisty, pewność z ogromnym poczuciem niepewności.
Próbą wprowadzenia większej jasności w zawiłą drogę twórczą poety są zabiegi teoretyków literatury, którzy dzielą ten dorobek na kilka okresów. Pierwsze wiersze Broniewskiego (dwudziestolecie międzywojenne) powstały pod znakiem fascynacji socjalizmem. Autor zdecydowanie występuje przeciwko wyzyskowi społeczeństwa, broni interesów proletariatu i opiewa postęp. Drugi okres to lata drugiej wojny, wtedy w poezji Broniewskiego silniejszy akcent pada na patriotyczna wymowę utworów ("Bagnet na broń"). Walka o społeczna sprawiedliwość przekształca się w dążenie do ocalenia narodowego bytu. Jest też w tym czasie zaciekłym antystalinistą ("Rewolucyjny poeta ma zginąć w tym mamrze sowieckim?! Historio, przecież to nietakt, ktoś z nas po prostu jest dzieckiem!" - fragment z "Rozmowy z historią"). W końcu po wojnie opowiada się po stronie przemian ustrojowych, wtedy powstaje niesławne "Słowo o Stalinie". Jednak lewicowe rządy również rozczarowały poetę, pod koniec swej drogi twórczej zmierza wyraźnie w kierunku poezji osobistej. Na te zmianę postawy wpłynęła w dużej mierze śmierć ukochanej córki, Anny. To przeżycie jest przyczyną rozważań poetyckich o znikomości ludzkiego życia, o jego nieuchronnym przemijaniu. W ostatnim okresie ideowych poszukiwań Broniewski dochodzi do syntezy: łączy przeżycia zbiorowe i indywidualne. Pogrążony w cierpieniu, przypomina romantycznego wieszcza, stającego przeciwko całemu światu.
Ważnym elementem pisarstwa Broniewskiego jest warstwa językowa i brzmieniowa. Autor jest mistrzem nadawania tekstowi dynamiki i siły wyrazu. Jego wiersze pisane są językiem prostym, czasem dosadnym i pięknie brzmiącym. Jest to poezja miejscami wręcz muzyczna. Oto przykład - fragment wiersza "Poezja":

"Jeżeli w pieśni potrzebna ci harfa,
jeśli harfa ma zakląć pioruny,
rozkaż żyły na struny wyszarpać
i naciągać, i trącać jak struny.
Trzeba pieśnią bić aż do śmierci,
trzeba głuszyć w ciemnościach syk węzy.
Jest gdzieś życie piękniejsze od wierszy.
I jest miłość. I ona zwycięży."

 

Wł. Broniewski - człowiek, jakim go zapamiętałem.
(oparte na wspomnieniach Jerzego Bujańskiego)

I.
Zapamiętałem Broniewskiego jako wielkiego poetę, którego imieniem dziś nazywają szkoły i sztandary. I człowieka, który dramatycznie zmagał się ze swym losem, zbyt trudnym do udźwignięcia. Zdobył poklask i sławę, a potem spadł na samo dno. Pamiętam jego wyjątkową prostotę, prostotę człowieka, który pod względem duchowym i fizycznym był zaprzeczeniem intelektualisty. Wbrew pozorom, którymi łudziła jego sarmacka powierzchowność, rogata mazowiecka dusza, żelazna konsekwencja, była w nim niepowtarzalna życzliwość do ludzi, ale też niepokoje i lęki, klęski, które budziły respekt wobec własnego losu i losu jego narodu.
Wspominając Broniewskiego nie wolno zapomnieć, że był poetą rozdwojonej natury. Żołnierzem, który z poezji uczynił broń szybkostrzelną w walce o wolność i sprawiedliwy ład świata. Poetą, który ujmował świat w kategoriach silnych emocji, wyczulonych na najdrobniejsze drgnienia świata. Jego poezja była tym emocjom posłuszna, tworzść niepowtarzalny duchowy pamiętnik artysty. 
Pamiętając o tym wszystkim zastanawiam się, jak wyważyć wspomnienie o poecie, aby najwierniej wyrazić przeżyte chwile, aby niczego nie zapomnieć, nie zaciemnić, ale też zachować dystans i nie obracać uczucia w "gałgany".  Kiedy wspominam Broniewskiego zawsze kojarzą mi się z nim wydarzenia, momenty, osoby, które zaważyły na jego twórczości i na nim samym. Takie, z których się podnosił i te, które go złamały. 

II. Żar młodości.
To on towarzyszył Broniewskiemu w trudnej i powikłanej drodze polskiego ruchu rewolucyjnego i powikłanej historii 20-lecia międzywojennego.  Jego twórczość dzieliła wtedy tragedie narodu. Nie jako widz, ale jako uczestnik. Szła szlakami legionów Piłsudskiego - do Wilna, Lwowa, Dziwińska. Uległa fascynacji walki o wolność i przerażały ją pozostawione za sobą groby. Bo przecież, kto je kiedy odróżni i będzie o nich pamiętać? W myśli o Polsce niepodległej walczyły ze sobą rozum i serce - co wybrać, komu czy czemu być wiernym? Broniewski poparł Piłsudskiego, walczył w jego legionach, poparł przewrót majowy, stał się socjalistą, żył w euforii marzeń, że nowa, wolna Polska przyniesie owe "szklane domy", o których mawiali pisarze. Ale szklanych domów nie było, zamiast nich przyszła nędza narodu i polityczne spory. Trzeba się było opowiedzieć po jakiejś ze stron. Broniewski opowiedział się po tej, która wydawała mu się słuszna, która głosiła bezwzględną wiarę w sprawiedliwość ofiarowaną pojedynczemu człowiekowi. Socjalizm poety miał przede wszystkim wymiar ludzki. Poezja stała się werblem, który miał grać do walki o lepszy świat. Sztandarem rozwianym wśród walki, pochodnią na wietrze. Ale też nawet wtedy poeta wiedział, że kiedyś taka poezja ucichnie i przemówi własnymi słowami: "...najprostszymi ze słów prostych i z cichych - najcichszymi." (Poezja). 

III. Wojna.

Najpierw pełne emocjonalnego napięcia oczekiwanie, że oto spełnia się największa w dziejach świata Apokalipsa, wewnętrzne doświadczanie katastrofy, które brało się z niemocy wobec biegu historii. Potem tragedia przegranego narodu. Nie zobaczył w niej Broniewski ułańskiej fantazji, malowanych pióropuszy ale pojedynczego człowieka. Dostrzegał jego śmierć, śmierć zbędną, bezimienną, odartą z heroizmu. Widział rzeczywistość żołnierskiej tułaczki - żołnierza, bezsensownie wplątanego w wir historii, który wracając z niemieckiej niewoli siada pod brzozą i opatruje utrudzone marszem, obolałe nogi. Samotnego, bezbronnego, przegranego - bez domu, bez orła na czapce, bezdomnego - na ziemi - matce. ( Żołnierz polski)
Przeżył Broniewski tragedię polskiego września, potem tragedię całej wojny, przymusową nostalgię emigracji palestyńskiej i niewyobrażalną tęsknotę za Polską, za jej drzewami, za mazowiecką przyrodą, w której schował swoją duszę. ( Głos z Libanu)
Patrzył na to, co działo się wokół niego, na te wszystkie zawirowania historii z niezachwiana wiarą w człowieka, w jego dobro, mądrość i tęsknotę do harmonii. ( Grób Tamerlana).

IV.Drzewa.
Broniewski lubił pisać o drzewach. Kochał drzewa. Uwielbiał ich poszum, szelest liści. Wplótł je do swoich najbardziej osobistych wierszy, w których przekazywał tajemną wiedzę o sprawach serdecznych, wiotkich i kruchych. Drzewo było dla niego czymś więcej niż słowo. To był znak. Z przejęciem opisywał nadwiślańskie topole, co to liśćmi tak bają i bają, podsłuchiwał szemrące modrzewie i brzozy, przydrożne wierzby i olchy. Był zrośnięty z życiem jak drzewo z liśćmi, a przemijające lata nazywał ich opadaniem. Znał mowę drzew i wtapiał je we wzruszające pejzaże swoich wierszy. Ale jedno drzewo było dla niego święte. Dąb - bezpieczny i sentymentalny piastun jego wyobraźni. (Dąb) 

V.Maria.
Spotykaliśmy się w Warszawie i Zakopanem. Maria. Zadziwiała mnie jej wzruszająco czujna opieka, tkliwość, dobroć. Klimat, jaki potrafiła stworzyć wokół coraz częściej ulegającego różnym nastrojom poety. Maria. Maria Zarębińska. Pozostała w pamięci jako żona poety, chociaż była przecież także uznaną aktorką, która pozostawiła scenę, aby stać się duchową muzą zmęczonego człowieka. Pozostała też w pamięci jako więzień obozu oświęcimskiego, którego okrutne doświadczenia zmarnowały jej zdrowie i skróciły życie. Była olśnieniem dla poety, który swój związek tak mi opisał: "Ty wiesz, że to chyba szczęście.... Do mnie przyszło". Wzruszenie, z którym wyszeptał te słowa było tak ciche, jakby obawiał się je spłoszyć, jakby obawiał się spłoszyć to swoje szczęście, tak długo oczekiwane. W jego pogmatwane życie wewnętrzne wkradał się wreszcie ład i spokój. Przy Marii poeta odzyskiwał ufność i wiarę w ludzi, a swoją ponurą zadumę ukrywał w uśmiechu.
Ale Maria odeszła.
Jej śmierć wstrząsnęła Broniewskim do granic ludzkiej możliwości. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy po śmierci Marii, zrozumiałem, że jej odejście spowodowało pęknięcie osobowości, rozdarcie nieodwracalne, ranę nie do zagojenia. Po przywitaniu się usiedliśmy i zapanowało milczenie. Jak chwila zaniku pamięci u aktora na scenie, chwila, która wydaje się trwać nieskończenie. Wreszcie wyrzucił z siebie : "Maria - dlaczego?" I zakrył rękami twarz.
Wiedział, że nie otrzyma odpowiedzi. To pytanie miało coś z bezbronności dziecka, które okrutnie skrzywdzone, nie znajduje słowa skargi, ale w jednym znaku zapytania streszcza swój ból i przerażenie. Ilekroć go potem spotkałem, widziałem, jak to wewnętrzne rozdarcie się pogłębiało i narastało. (Na odjezdne) (Maria) 

VI. Anka.
Śmierć Anki dopełniła miary. Ona jedna rozumiała poetę i jego świat, ona, po odejściu Marii, była mu najbliższa. Najpierw wspominał, długo rozpamiętywał. Najpierw wyprawy nad Wisłę, spacery, szczenięce zabawy. Potem las, wodę, długie wieczorne rozmowy. A potem się załamał. On, który tyle przeszedł w młodości, on, kpiący z przeciwności losu - nie umiał już stanąć do walki. Z jego poezji dało się już tylko usłyszeć płacz. ( Obietnica) Ze swojego położenia zdawał sobie doskonale sprawę. Nie krył przed nikim z bliskich, ani tym bardziej przed sobą, że znalazł się w przejmującej sytuacji. Wierzył, że ból i cierpienie potrafi zamknąć w wierszach. Czepiał się nadziei, że Broniewski poeta przezwycięży człowieka przetrąconego piorunem. Lecz to się nie udawało. Okazało się, że tragedia osobista nie sprzyja poetyckim wizjom. W artystycznym wyrazie, jak mawiał Shakespeare, nawet najbardziej osobiste pasje muszą mieć pozór spokoju. Jego wiersze z tych lat to nie wyraz poetyckiego kunsztu, ale zapis spontanicznych przeżyć, dalekich od doskonałości.
Autor wiedział o tym. To wystawiało mu piękne świadectwo, poety własnej świadomości. "Ja nie piszę, mawiał, ja tylko szkicuję...". Nie wymieniał bólu na wiersze, dlatego ludziom był bliższy. Ale sam spadał na dno. (Bar pod zdechłym psem) 

VII. Kraj lat dziecinnych.
W chwilach załamań często powracał do lat młodości. Tu szukał ukojenia duszy, źródła, z którego mógłby zaczerpnąć tchu. Kraj lat dziecinnych to zasłyszane melodie, powiew bzu przynoszony z wiatrem. Spokój. I cisza, której lubił słuchać. Cisza, która odzywała się do niego z mazowieckich łąk, która broniła go przed trwogą świata i niepewnością. Tu znajdował wyciszenie, przydrożne topole, brzozy, ptaki w locie i jednocześnie świadomość, że są to miejsca, z których nigdy nie da się odejść, które będą ciążyć na nim ołowiem. (Anonim)

VIII. Mistrz.
W każdym jego wierszu wyczuwa się rękę mistrza. Uczył się przecież od najlepszych. Zafascynowany Norwidem, Słowackim, Mickiewiczem - to ich uczynił swymi mentorami, zarówno pod względem artystycznym, jak i duchowym. Tak jak oni - ojczyźnie poświęcił swe najlepsze lata. Walczył, gdy było trzeba. Bronił wolności, gdy tego wymagała od niego historia. Tak jak jego wielcy romantyczni poprzednicy tworzył z przekonaniem o własnej małości, z prośbą, aby go uczcił tylko czyją krótki serdeczny płacz. ( A kiedy będę umierać.)
Wypracował sobie jednak swój własny, swoisty styl. Jego poezja dotykała uczuć, wyrażała emocje, koncentrując się na przeżyciu, jedynym, niepowtarzalnym. Nie wahał się jednak odwoływać do zwrotów wytartych, nadużywanych, pozornie nic już nie wartych. Stawały się one jednak w jego poezji rekwizytami, które można było odteatralnić. Tak wzbogacić o prawdę przeżycia, aby nabrały nowej treści i nowej funkcji, stając się tworzywem poetyckim. Jego słowa nazywały, stawały się znakami przeżyć. Ostro kontrastowały ze sobą emocje. Jednocześnie jednak kołysały i pachniały. Miały moc tajemną, swoistą magię myśli i czynu. Klarowna, czysta tonacja, precyzyjnie dobrane słowa, falowały w rytmice, rygorze wewnętrznym, skrytej w porównaniach melodyce i romantycznej nostalgii. (Ręka umarłej). 

IX.
Dla jednych - poeta wielkiej miary.
Dla innych - człowiek z trudem niosący swój los.
Dla innych jeszcze - poeta zapomniany.
Kim był, jaki był... .? Że dziś możemy jego nazwisko umieścić na własnym sztandarze.
Może kimś spotkanym w drodze historii i literatury, kimś ważnym, którego słowa przemawiają w imieniu wszystkich ludzi, wszystkich nas, ponad wiarą i usposobieniem. Ponad podziałami ras i przekonań? To ważne, aby sięgnąć do tej części jego historii, z której będziemy mogli wynieść tylko niezachwianą wiarę w człowieka.